
Nasze koty już dawniej przynosiły kleszcze, czasem nawet parę na raz. Kupiliśmy specjalną pincetę do wyciągania kleszczy i środek do wcierania w kark zwierzakom. W końcu mieliśmy święty spokój z tym robactwem, a jak się kotom za późno wtarło, to było czym wyjmować ( chociaż nigdy tego nie lubiły i opierały się jak mogły ).
Wydawało się nam, że o kleszczach możemy zapomnieć. Do czasu gdy pewnego dnia pod prysznicem znalazłem jednego w środku mojego pępka. Był mały, czarny i ohydny. Choć jeszcze nie nabrzmiał, to był już dobrze wczepiony. Tropem doświadczeń z kotami postanowiłem sobie go wyciągnąć. Pewnie by mi się udało, gdyby nie mój pępek, który go dobrze skrywał. No i rozwaliłem kleszcza... Odwłok urwałem wraz z paroma nogami, a łepek został wczepiony. Postanowiłem, że nie będę tak sobie z tym łaził i ruszaliśmy na pogotowie ( była późna pora ).
Na miejscu powiedzieli mi że żaden lekarz nie ma czasu i mam poczekać do wizyty u swojego domowego. A że był piątek wieczór to miałbym czekać z tym rozwalonym kleszczem do poniedziałku. Brrr... W końcu pielęgniarka jakaś się ulitowała nade mną i wyjęła główkę kleszcza. Trochę bolało ( już się nie dziwię, czemu koty tak tego nie lubiły ). Poinformowali mnie że mam obserwować to miejsce przez parę dni, czy nie pojawi się czerwona obwódka dookoła ranki (rumień wędrujący).
Rumień sie nie pojawił, ale za to pojawiły się bóle głowy, bólę zębów, szum w uszach, duszności, światłowstręt i inne dolegliwości, resztę historii znajdziecie na tym blogu ...
Zastanawia mnie tylko w jakim stężeniu występują kleszcze w naszej okolicy, skoro koty tak często je przynosiły. Gdzieś czytałem, że więcej kleszczy jest w małych niż dużych lasach, A mamy 2-3 małe laski niedaleko. Poza tym kilkadziesiąt metrów od naszego domu znajdują się chlewnie, obrośnięte dookoła małymi drzewkami i krzakami - pewnie koty uwielbiały przechadzki tamtędy. No i poza tym tam gdzie duże hodowle zwierząt ( świń, bydła itd ) tam pewnie sporo szczurów, myszy i borelioza pomiędzy zwierzętami łatwiej się przenosi.
Ciekawi mnie jeszcze jedna sprawa. Jak wiele ludzi z okolicy otrzymuje nieprawidłowe leczenie, czyli rozpoznanie brzmi nerwica, albo depresja.
07.11.2007. 21:08
Witam.. Poruszyło mnie to, o czym piszesz.. Znałam tę chorobę jedynie ze srodków masowego przekazu.. a to często wydaje się takiego obok nas i wydaje się, że nas dotyczyć nie może..
Pozdrawiam Cię serdecznie.. I życzę dużo siły w tej codziennej walce z choróbskiem.. MAm nadzieję, że będzie dobrze.
jacekk 07.11.2007. 22:55
Paskudna sprawa :(
Szczerze współczuję. Sam dużo chodzę po lesie i też najbardziej obawiam się kleszczy.
To najgroźniejsze "zwierze" w naszym kraju!
Dodaj komentarz
* = pole jest wymagane